Zobacz więcej
Reklama
Global Press Polska
To właśnie na czerwonej mączce Paryża Amerykanin osiągnął coś, co jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się niemożliwe. Nie tylko wygrał jedyny w karierze tytuł Roland Garros. Stał się symbolem jednego z największych powrotów w historii sportu.
Jest to opowieść o zawodniku, który przez lata wydawał się nie pasować do świata tenisa. O człowieku, który zdobywał sławę szybciej niż sukcesy sportowe, który wielokrotnie przegrywał najważniejsze mecze swojego życia, a następnie spadł niemal na samo dno światowego rankingu. To także historia jednego z najbardziej spektakularnych powrotów w dziejach sportu oraz finału, który na zawsze zmienił sposób postrzegania amerykańskiego tenisisty.
Dziś, gdy kibice przechadzają się alejkami Stade Roland-Garros i mijają pomnik Rafaela Nadala czy zdjęcia dawnych mistrzów, nazwisko Agassiego nadal pojawia się w rozmowach przewodników, dziennikarzy i najwierniejszych fanów. Nie dlatego, że wygrał najwięcej. Nie dlatego, że dominował przez lata. Jego historia jest pamiętana dlatego, że była najbardziej ludzka.
Chłopak z Las Vegas, który nie marzył o tenisie
Andre Agassi przyszedł na świat w Las Vegas, mieście kojarzonym bardziej z kasynami niż sportem. Jego ojciec, Mike Agassi, były bokser olimpijski reprezentujący Iran, miał jednak wobec syna bardzo konkretne plany. Był przekonany, że Andre zostanie mistrzem tenisa i od najmłodszych lat podporządkował temu całe życie rodziny.
Sam Agassi po latach przyznawał, że nigdy nie zakochał się w tenisie tak jak wielu innych mistrzów. W swojej słynnej autobiografii „Open” napisał nawet, że przez większość kariery nienawidził tej dyscypliny. Treningi były dla niego obowiązkiem, a nie przyjemnością. Godzinami odbijał piłki wystrzeliwane przez specjalnie skonstruowaną maszynę treningową, którą nazywał „smokiem”.
Paradoks polegał na tym, że chłopiec, który nie kochał tenisa, miał stać się jednym z najbardziej rozpoznawalnych tenisistów w historii.
Gwiazda większa od sportu
Kiedy pod koniec lat osiemdziesiątych Agassi pojawił się w światowym tourze, wyglądał bardziej jak gwiazda rocka niż zawodowy tenisista.
Miał długie włosy, kolorowe stroje i charakterystyczny styl bycia, który wyraźnie odróżniał go od eleganckich zawodników reprezentujących wcześniejsze pokolenie. Sponsorzy szybko dostrzegli jego potencjał marketingowy. Kampania reklamowa z hasłem „Image Is Everything” uczyniła go globalną gwiazdą jeszcze zanim zdobył pierwszy wielkoszlemowy tytuł.
Jednak za kolorowym wizerunkiem krył się zawodnik o niezwykłym talencie. Jego return serwisu był uznawany za najlepszy na świecie. Potrafił odbierać piłki, które dla większości tenisistów były praktycznie nieosiągalne. Dzięki temu szybko zaczął docierać do najważniejszych meczów największych turniejów.
Jedynym problemem było to, że często przegrywał właśnie wtedy, gdy był najbliżej celu.
Paryż długo nie chciał go pokochać
Roland Garros od początku zajmował szczególne miejsce w karierze Agassiego.
W 1990 roku dotarł do swojego pierwszego finału w Paryżu. Miał zaledwie 20 lat i wydawało się, że świat stoi przed nim otworem. Naprzeciwko stanął jednak doświadczony Andrés Gómez, który wykorzystał swoje doświadczenie i pokonał młodego Amerykanina.
Rok później historia powtórzyła się niemal dokładnie.
Agassi ponownie dotarł do finału. Ponownie był jednym z głównych bohaterów turnieju. I ponownie musiał uznać wyższość rywala, tym razem przegrywając z Jimem Courierem.
Dwie porażki w finałach pozostawiły głęboki ślad. W kolejnych latach zdobywał wielkoszlemowe trofea na innych nawierzchniach, ale Roland Garros pozostawał niespełnionym marzeniem.
Upadek mistrza
Najbardziej niezwykły rozdział tej historii rozpoczął się jednak w drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych.
Problemy zdrowotne, kryzys motywacyjny i życie poza kortem sprawiły, że Agassi zaczął przegrywać coraz częściej. Jego ranking spadał z miesiąca na miesiąc.
W 1997 roku wydarzyło się coś, co jeszcze kilka lat wcześniej wydawało się niemożliwe. Były numer jeden światowego tenisa spadł na 141. miejsce w rankingu ATP.
Dla większości zawodników byłby to początek końca kariery. Agassi postanowił jednak walczyć.
Zamiast korzystać ze swojej sławy i nazwiska, zaczął odbudowywać ranking od podstaw. Grał w małych turniejach, podróżował po całym świecie i mozolnie zbierał punkty rankingowe. Był to proces niezwykle trudny psychicznie, ale właśnie wtedy nauczył się pokory, której wcześniej często mu brakowało.
Dzień, który zmienił wszystko
Kiedy w czerwcu 1999 roku Andre Agassi wychodził na finał Roland Garros przeciwko Andriejowi Miedwiediewowi, miał świadomość, że być może nigdy nie będzie miał lepszej okazji.
Początek meczu był jednak katastrofalny.
Miedwiediew grał niemal perfekcyjnie. Atakował z każdej pozycji, dominował w wymianach i zmuszał Amerykanina do popełniania błędów. Po dwóch setach prowadził 6:1, 6:2.
Na trybunach coraz częściej słychać było rozmowy o kolejnym straconym finale Agassiego.
To właśnie wtedy rozpoczęła się jedna z najbardziej niezwykłych historii w dziejach Roland Garros.
Agassi zaczął stopniowo odzyskiwać kontrolę nad spotkaniem. Wygrał trzeciego seta. Następnie czwartego. W decydującej partii doświadczenie, odporność psychiczna i ogromna determinacja pozwoliły mu przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę. Po ostatniej piłce upadł na kort. Były łzy. Było niedowierzanie.
Była świadomość, że właśnie dokonał czegoś wyjątkowego.
Człowiek, który zdobył wszystko
Triumf w Roland Garros miał znaczenie znacznie większe niż jeden wielkoszlemowy tytuł.
Dzięki zwycięstwu w Paryżu Andre Agassi skompletował Career Grand Slam, wygrywając wszystkie cztery turnieje Wielkiego Szlema. Dołączył tym samym do najbardziej elitarnego grona w historii tenisa.
Dla wielu kibiców najważniejsze było jednak coś innego.
Roland Garros stał się symbolem jego przemiany. Z buntownika stał się mistrzem. Z celebryty stał się legendą. Z człowieka kojarzonego głównie z wizerunkiem stał się sportowcem, którego historia inspiruje kolejne pokolenia zawodników.
Kim był Roland Garros?
Co ciekawe, sam Roland Garros nie miał z tenisem praktycznie nic wspólnego.
Był francuskim pionierem lotnictwa i bohaterem I wojny światowej. W 1913 roku jako pierwszy człowiek przeleciał samotnie nad Morzem Śródziemnym, a jego wyczyny uczyniły go jedną z największych gwiazd francuskiego lotnictwa.
Zginął w walce powietrznej w 1918 roku, mając zaledwie 29 lat.
Dziesięć lat później, gdy Francuska Federacja Tenisowa budowała nowy stadion na potrzeby obrony Pucharu Davisa, zdecydowano się nazwać obiekt właśnie jego imieniem. Od tego momentu stadion, a później cały turniej, zaczął funkcjonować pod nazwą Roland-Garros.
Dziś miliony ludzi na całym świecie znają to nazwisko, choć niewielu zdaje sobie sprawę, że jego właściciel nigdy nie trzymał rakiety tenisowej w dłoni.
Historia, która nadal inspiruje
W historii Roland Garros było wielu mistrzów, którzy wygrywali częściej od Agassiego. Byli zawodnicy bardziej dominujący i posiadający lepsze statystyki.
Jednak niewielu z nich przeszło drogę równie niezwykłą.
Dlatego właśnie, gdy wspomina się największe historie paryskiej mączki, nazwisko Andre Agassiego zawsze pojawia się obok największych legend tego sportu. Nie dlatego, że wygrał Roland Garros. Dlatego, że najpierw nauczył się przegrywać.
Gdy kibice wspominają największe historie Roland Garros, najczęściej padają nazwiska Rafaela Nadala, Björna Borga czy Novaka Djokovicia. Jednak niewiele tenisowych opowieści ma w sobie tyle dramatyzmu, zwrotów akcji i ludzkich emocji co historia Andre Agassiego.