Zobacz więcej
Reklama
Global Press Polska
Były wielkie zwycięstwa faworytów, bolesne pożegnania byłych mistrzów, mecze kończące się po pięciu setach i historia, która szczególnie mocno poruszyła polskich kibiców. Po zakończeniu rywalizacji o miejsca w ćwierćfinałach stało się jasne, że tegoroczny Roland Garros nie przypomina żadnej z ostatnich edycji. W męskiej drabince nie było już Carlosa Alcaraza, Jannika Sinnera ani Novaka Djokovicia. W kobiecej rywalizacji również doszło do prawdziwego trzęsienia ziemi.
Maja Chwalińska pisze historię polskiego tenisa
Największym wydarzeniem dnia dla polskich kibiców był bez wątpienia kolejny triumf Mai Chwalińskiej.
Jeszcze dwa tygodnie wcześniej walczyła w kwalifikacjach o miejsce w głównej drabince. Dziś znajduje się wśród ośmiu najlepszych tenisistek Roland Garros.
W czwartej rundzie Polka zmierzyła się z reprezentantką gospodarzy Diane Parry. Francuska publiczność liczyła, że miejscowa zawodniczka zatrzyma bajkowy marsz kwalifikantki z Polski, ale rzeczywistość okazała się zupełnie inna.
Od pierwszych piłek Chwalińska kontrolowała przebieg spotkania. Doskonale returnowała, skutecznie zmieniała tempo wymian i zmuszała rywalkę do popełniania błędów. Szczególnie imponowała jej cierpliwość. Nie szukała ryzykownych rozwiązań, konsekwentnie budując przewagę punkt po punkcie.
Ostatecznie zwyciężyła 6:3, 6:2, awansując do pierwszego w karierze ćwierćfinału turnieju wielkoszlemowego. Co równie imponujące, zrobiła to bez straty seta. Po meczu francuscy dziennikarze zgodnie przyznawali, że Polka jest już czymś więcej niż tylko niespodzianką turnieju. Stała się realną kandydatką do gry o najwyższe cele.
Koniec panowania Igi Świątek w Paryżu
Niewiele osób spodziewało się jednak, że kilka godzin później dojdzie do jeszcze większej sensacji.
Iga Świątek, czterokrotna mistrzyni Roland Garros i zawodniczka, która przez lata była niemal niepokonana na paryskiej mączce, zmierzyła się z Martą Kostiuk.
Od początku spotkania Ukrainka grała niezwykle odważnie. Nie bała się atakować, przejmowała inicjatywę i konsekwentnie skracała wymiany. Świątek miała problemy z odnalezieniem rytmu gry, a jej forehand, który przez lata był jedną z największych broni, nie funkcjonował na zwyczajowym poziomie.
Pierwszy set zakończył się zwycięstwem Kostiuk 7:5. W drugim Ukrainka poszła za ciosem i całkowicie przejęła kontrolę nad meczem. Ostatecznie wygrała 7:5, 6:1, eliminując jedną z największych legend współczesnego Roland Garros.
Była to jedna z największych sensacji całego turnieju. Po raz pierwszy od wielu lat Paryż musiał pogodzić się z myślą, że Świątek nie zdobędzie kolejnego tytułu.
Sabalenka i Osaka stworzyły spektakl
Jednym z najbardziej oczekiwanych spotkań czwartej rundy był pojedynek Aryny Sabalenki z Naomi Osaką.
Mecz miał szczególną rangę. Był pierwszym kobiecym spotkaniem rozegranym podczas wieczornej sesji na Philippe-Chatrier od kilku lat i przyciągnął ogromne zainteresowanie kibiców.
Pierwszy set był niezwykle wyrównany. Osaka długo utrzymywała kontakt z liderką światowego rankingu, ale w końcówce Sabalenka pokazała, dlaczego od miesięcy pozostaje numerem jeden światowego tenisa. Białorusinka wygrała pierwszą partię 7:5.
W drugim secie doświadczenie i wszechstronność Sabalenki okazały się kluczowe. Coraz częściej wykorzystywała skróty i zmiany rytmu, wybijając Japonkę z komfortu gry. Ostatecznie zwyciężyła 7:5, 6:3, awansując do ćwierćfinału.
Po meczu wielu ekspertów uznało ten pojedynek za najlepsze kobiece spotkanie pierwszego tygodnia turnieju.
Joao Fonseca zatrzymuje Ruuda
W męskiej części turnieju nadal trwał marsz nowego pokolenia. Największą uwagę przyciągał João Fonseca. Zaledwie dziewiętnastoletni Brazylijczyk stał się jednym z bohaterów tegorocznej edycji po wcześniejszym wyeliminowaniu Novaka Djokovicia.
W czwartej rundzie jego rywalem był Casper Ruud, jeden z najlepszych specjalistów od gry na mączce ostatnich lat i dwukrotny finalista Roland Garros.
Młody Brazylijczyk nie przestraszył się jednak bardziej doświadczonego przeciwnika. Grał agresywnie, odważnie i imponował pewnością siebie w najważniejszych momentach. Pokonał Norwega 7:5, 7:6, 5:7, 6:2, meldując się w ćwierćfinale.
W Paryżu coraz częściej zaczęto zadawać pytanie, czy właśnie narodziła się kolejna wielka gwiazda światowego tenisa.
Menšík wygrywa maraton z Rublowem
Jednym z najbardziej wyczerpujących spotkań całej czwartej rundy był pojedynek Jakuba Menšíka z Andriejem Rublowem.
Czech rozpoczął znakomicie, wygrywając pierwszego seta 6:3 i drugiego po tie-breaku. Rublow nie zamierzał jednak odpuszczać i doprowadził do piątej partii.
Decydujący set okazał się pokazem odporności psychicznej młodego Czecha. Menšík zwyciężył 6:3, 7:6, 4:6, 2:6, 6:3, awansując do swojego pierwszego wielkoszlemowego ćwierćfinału.
Zverev bez straty seta
W cieniu wszystkich sensacji swoje zadanie konsekwentnie wykonywał Alexander Zverev.
Niemiec nie grał najbardziej efektownego tenisa turnieju, ale imponował regularnością. W czwartej rundzie pokonał Jespera de Jonga 7:6, 6:4, 6:1, nie tracąc ani jednego seta.
Coraz więcej ekspertów zaczęło wskazywać właśnie jego jako głównego faworyta do końcowego triumfu, szczególnie po wcześniejszym odpadnięciu Sinnera i Djokovicia.
Włoska ofensywa trwa
Czwarta runda potwierdziła również niezwykłą siłę włoskiego tenisa.
Do ćwierćfinałów awansowali Matteo Berrettini, Matteo Arnaldi i Flavio Cobolli. Po raz pierwszy w erze Open aż trzech włoskich tenisistów znalazło się na tym etapie Roland Garros.
Szczególnie imponował Cobolli, który pokonał Zachary'ego Svajdę i coraz śmielej patrzył w stronę półfinału. Włoskie media zaczęły już pisać o historycznym turnieju swoich reprezentantów.
Drugi tydzień zapowiada się niezwykle
Po zakończeniu czwartej rundy stało się jasne, że Roland Garros 2026 przejdzie do historii jako jeden z najbardziej nieprzewidywalnych turniejów ostatnich lat.
W kobiecej drabince odpadła Iga Świątek, ale błyszczała Maja Chwalińska. W męskiej rywalizacji nie było już Sinnera, Djokovicia ani Alcaraza, a na pierwszy plan wysuwali się Fonseca, Menšík, Cobolli i Zverev.
Paryż kocha takie historie.
A wszystko wskazywało na to, że najciekawsze rozdziały tegorocznego Roland Garros dopiero miały zostać napisane.
Jeżeli pierwsze dni Roland Garros 2026 były ekscytujące, to czwarta runda wyniosła emocje na zupełnie nowy poziom. Na kortach Porte d'Auteuil doszło do kilku wydarzeń, które mogą na długo pozostać jednymi z najważniejszych momentów całego turnieju.