Zobacz więcej

Reklama

Global Press Polska

08 czerwca 2026

Roland Garros 2026: Nadszedł czas finałów. Chwalińska przed meczem życia, Zverev i Cobolli o miejsce w historii

Tegoroczny turniej od początku wymykał się wszelkim przewidywaniom. Wielcy faworyci odpadali wcześniej, niż zakładali eksperci. Liderzy rankingów żegnali się z Paryżem po niespodziewanych porażkach. Coraz większą rolę odgrywało natomiast młode pokolenie tenisistów, które nie bało się rzucać wyzwania największym nazwiskom światowego tenisa.

 

Największą bohaterką tegorocznego Roland Garros pozostaje bez wątpienia Maja Chwalińska. Jeszcze przed rozpoczęciem turnieju niewielu kibiców spoza Polski kojarzyło jej nazwisko z walką o najwyższe cele. Dziś kwalifikantka z Polski stoi przed szansą zdobycia wielkoszlemowego tytułu. Droga, którą przeszła przez kolejne rundy paryskiego turnieju, przypomina scenariusz filmu sportowego bardziej niż rzeczywistość.

 

Polka eliminowała kolejne rywalki, zachwycając nie tylko wynikami, ale również stylem gry. W ćwierćfinale pokonała Annę Kalinską, a w półfinale po dramatycznym trzysetowym pojedynku zatrzymała Dianę Shnaider – zawodniczkę, która kilka dni wcześniej wyeliminowała liderkę światowego rankingu Arynę Sabalenkę.

 

Teraz przed Chwalińską najtrudniejsze zadanie ze wszystkich.

 

Po drugiej stronie siatki stanie Mirra Andriejewa – tenisistka, którą wielu ekspertów uważa za przyszłą dominatorkę kobiecego touru. Rosjanka przez cały turniej prezentowała tenis niemal perfekcyjny. W ćwierćfinale rozbiła Soranę Cîrsteę, a w półfinale pewnie pokonała Martę Kostyuk, nie pozostawiając wątpliwości, że przyjechała do Paryża po trofeum.

 

Starcie Chwalińskiej z Andriejewą będzie czymś więcej niż zwykłym finałem. Będzie pojedynkiem dwóch niezwykłych historii. Z jednej strony kwalifikantka, która zachwyciła cały tenisowy świat swoją odwagą i determinacją. Z drugiej jedna z największych gwiazd młodego pokolenia, od miesięcy typowana do zdobywania największych tytułów.

 

Nie mniejsze emocje czekają kibiców w finale mężczyzn.

 

Alexander Zverev po raz kolejny udowodnił w Paryżu, że należy do najbardziej regularnych tenisistów swojego pokolenia. Niemiec przeszedł przez turniej drogą pełną trudnych wyzwań, a w półfinale zatrzymał fantastycznie grającego Jakuba Mensika. Dla Zvereva będzie to kolejna szansa na zdobycie trofeum, którego wciąż brakuje w jego bogatej karierze.

 

Po drugiej stronie siatki stanie natomiast największa sensacja męskiej części turnieju – Flavio Cobolli. Włoch rozpoczął Roland Garros bez większej presji, ale z każdym kolejnym meczem rósł w siłę. Jego zwycięstwo nad Matteo Arnaldim w półfinale było zwieńczeniem dwóch tygodni znakomitego tenisa i przepustką do największego meczu życia.

 

Przed finałowym weekendem jedno jest pewne. Roland Garros 2026 już teraz zapisał się jako turniej przełomowy. Turniej, w którym młode pokolenie udowodniło, że jest gotowe przejąć władzę w światowym tenisie. Turniej, który przyniósł historie, o których kibice będą rozmawiać jeszcze przez wiele lat.

 

Mirra Andriejewa – Maja Chwalińska 6:3, 6:2. Koniec pięknej bajki. Rosjanka mistrzynią Roland Garros 2026

 

Paryska przygoda Mai Chwalińskiej dobiegła końca dopiero w ostatnim możliwym momencie. W finale Roland Garros 2026 Polka musiała uznać wyższość Mirry Andriejewej, która zwyciężyła 6:3, 6:2 i sięgnęła po pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze. Dla 19-letniej Rosjanki był to historyczny triumf, dla Chwalińskiej natomiast największy sukces w dotychczasowej karierze.

 

Już sam skład finału był jedną z największych historii tegorocznego Roland Garros. Po jednej stronie siatki stanęła Mirra Andriejewa – zawodniczka od miesięcy typowana do zdobywania największych trofeów. Po drugiej Maja Chwalińska, która rozpoczęła turniej od kwalifikacji i jako pierwsza kwalifikantka w historii dotarła do finału paryskiego Szlema.

 

Początek meczu dawał polskim kibicom powody do optymizmu. Chwalińska odważnie weszła w spotkanie i nie przestraszyła się stawki finału. Jej charakterystyczny, nieprzewidywalny styl gry sprawiał Rosjance problemy. Polka mieszała tempo, korzystała ze skrótów i zmuszała faworytkę do biegania po całym korcie. Przez pierwsze gemy obie zawodniczki szły punkt za punkt.

 

Przy stanie 3:3 nastąpił jednak moment, który odmienił losy spotkania.

Andriejewa zaczęła grać znacznie agresywniej. Rosjanka coraz częściej przejmowała inicjatywę już po serwisie i wykorzystywała swoją przewagę w sile uderzeń. Chwalińska walczyła ambitnie, ale tempo narzucone przez przeciwniczkę rosło z każdą minutą. Rosjanka zdobyła przełamanie, a chwilę później kolejne, zamykając pierwszego seta wynikiem 6:3.

 

Druga partia rozpoczęła się jeszcze trudniej dla Polki.

 

Andriejewa wyglądała jak zawodniczka, która poczuła już smak zwycięstwa. Grała niezwykle pewnie, popełniała bardzo niewiele błędów i praktycznie nie oddawała inicjatywy. Chwalińska próbowała szukać swoich szans, ale Rosjanka była tego dnia lepsza w każdym elemencie gry.

 

Błyskawicznie zrobiło się 5:0 dla Andriejewej. W tym momencie wydawało się, że finał zakończy się całkowitą dominacją młodej Rosjanki.

 

Polka nie zamierzała jednak poddawać się bez walki.

 

Przy ogromnym wsparciu publiczności Chwalińska zdołała wygrać dwa kolejne gemy. Każdy zdobyty punkt był nagradzany brawami przez kibiców, którzy przez cały turniej pokochali historię polskiej kwalifikantki. Mimo niekorzystnego wyniku walczyła o każdą piłkę tak samo jak w pierwszej rundzie kwalifikacji.

Andriejewa zachowała jednak pełen spokój. Przy stanie 5:2 po raz ostatni przełamała serwis Polki i zakończyła finał po godzinie i trzydziestu kilku minutach gry. Wynik 6:3, 6:2 przypieczętował jej pierwszy triumf w turnieju wielkoszlemowym.

 

Po ostatniej piłce Rosjanka padła na paryską mączkę, nie kryjąc wzruszenia. W wieku zaledwie 19 lat została najmłodszą mistrzynią Roland Garros od czasów Moniki Seles i pierwszą Rosjanką od Marii Szarapowej, która zdobyła wielkoszlemowy tytuł.

 

Choć trofeum powędrowało do Andriejewej, również Maja Chwalińska opuszczała kort centralny jako zwyciężczyni własnej historii.

 

Jeszcze trzy tygodnie wcześniej była zawodniczką spoza czołowej setki rankingu. W Paryżu pokonała kolejne faworytki, dotarła do finału i stała się największą sensacją całego turnieju. Jej niezwykły marsz przez kwalifikacje i główną drabinkę sprawił, że o Polce mówił cały tenisowy świat.

Tytuł zdobyła Mirra Andriejewa.

 

Ale Roland Garros 2026 na długo zostanie zapamiętany także jako turniej Mai Chwalińskiej – zawodniczki, która przyjechała do Paryża bez wielkich oczekiwań, a wyjechała z niego jako jedna z największych bohaterek kobiecego tenisa.

 

Alexander Zverev – Flavio Cobolli 6:1, 4:6, 6:4, 6:7(5), 6:1. Koniec klątwy. Zverev zdobywa pierwszy tytuł wielkoszlemowy

 

Przez lata był jednym z najlepszych tenisistów świata bez tytułu wielkoszlemowego. Trzykrotnie stawał w finale najważniejszych turniejów, ale za każdym razem schodził z kortu pokonany. W niedzielny wieczór w Paryżu Alexander Zverev wreszcie dopiął swego.

 

Po czterech godzinach i szesnastu minutach emocjonującej walki Niemiec pokonał Flavio Cobolliego 6:1, 4:6, 6:4, 6:7(5), 6:1 i został mistrzem Roland Garros 2026. Dla 29-letniego tenisisty był to pierwszy wielkoszlemowy tytuł w karierze i jednocześnie najważniejsze zwycięstwo jego sportowego życia.

Od pierwszych piłek finału było widać, że Zverev doskonale zdaje sobie sprawę z wagi chwili. Niemiec wyszedł na kort Philippe-Chatrier niezwykle skoncentrowany i od początku narzucił rywalowi własne warunki gry.

 

Cobolli, dla którego był to pierwszy wielkoszlemowy finał, sprawiał wrażenie nieco spiętego. Włoch popełniał błędy, które w poprzednich rundach praktycznie mu się nie zdarzały. Zverev natomiast serwował znakomicie, dominował w długich wymianach i bardzo szybko przejął pełną kontrolę nad spotkaniem.

Pierwszy set trwał zaledwie kilkadziesiąt minut. Niemiec przełamywał rywala raz za razem, a wynik 6:1 doskonale oddawał przebieg wydarzeń na korcie. Wydawało się, że finał może zakończyć się wyjątkowo szybko.

 

Cobolli udowodnił jednak, dlaczego dotarł do najważniejszego meczu turnieju.

W drugim secie Włoch stopniowo zaczął odzyskiwać pewność siebie. Coraz częściej trafiał swoim charakterystycznym forhendem, lepiej serwował i zaczął zmuszać Zvereva do biegania po całym korcie. Publiczność coraz mocniej angażowała się w widowisko, widząc, że mecz zaczyna nabierać rumieńców.

Przy stanie 5:4 Cobolli rozegrał najlepszego gema w całym secie. Wykorzystał pierwszą piłkę setową i doprowadził do remisu. Zaledwie godzinę po katastrofalnym początku finał rozpoczął się praktycznie od nowa.

 

Trzecia partia była prawdziwą wojną nerwów.

 

Obaj zawodnicy prezentowali tenis na najwyższym poziomie. Długie wymiany przeplatały się z efektownymi winnerami, a każdy gem wymagał ogromnego wysiłku. Zverev coraz częściej korzystał ze swojego doświadczenia, podczas gdy Cobolli odpowiadał odwagą i agresją.

Kluczowy moment nastąpił przy stanie 4:4. Niemiec zdobył niezwykle cenne przełamanie, a następnie utrzymał własny serwis, obejmując prowadzenie 2:1 w setach. Coraz bliżej był spełnienia marzeń.

Włoch nie zamierzał jednak kapitulować.

 

Czwarty set okazał się najbardziej emocjonującą częścią finału. Cobolli walczył o każdą piłkę, a jego determinacja imponowała nawet najbardziej doświadczonym obserwatorom. Mimo ogromnej presji utrzymywał kontakt z faworytem i doprowadził do tie-breaka.

 

Na trybunach panowała atmosfera godna wielkiego finału.

 

W tie-breaku Włoch zagrał bez kompleksów. Kilka odważnych akcji pozwoliło mu objąć prowadzenie, którego nie oddał już do końca. Wygrana 7:5 oznaczała, że o tytule zdecyduje piąty set. Po raz pierwszy podczas tego finału na twarzy Zvereva można było dostrzec oznaki napięcia.

 

Decydująca partia okazała się jednak pokazem klasy Niemca.

 

Po ponad trzech godzinach gry Cobolli zaczął odczuwać trudy spotkania. Włoch nadal walczył ambitnie, lecz jego nogi nie pracowały już tak dobrze jak wcześniej. Zverev natomiast wyglądał tak, jakby odzyskał dodatkową energię.

 

Niemiec błyskawicznie zdobył przełamanie, a następnie kolejne. Z gema na gem coraz bardziej zbliżał się do celu, który przez lata wymykał mu się z rąk.

 

Przy stanie 5:1 serwował po najważniejsze zwycięstwo swojej kariery.

Ostatni gem był krótki i bezbłędny w wykonaniu Niemca. Gdy ostatnia piłka wylądowała poza kortem po stronie Cobolliego, Zverev upadł na paryską mączkę i przez długie sekundy nie był w stanie powstrzymać emocji.

 

Po latach niepowodzeń, trzech przegranych finałach i niezliczonych pytaniach o to, czy kiedykolwiek wygra Wielkiego Szlema, wreszcie doczekał się swojej chwili. Roland Garros 2026 stał się turniejem, który na zawsze odmienił jego karierę.

 

Flavio Cobolli opuszczał kort pokonany, ale z podniesioną głową. Włoski tenisista rozegrał najlepszy turniej w życiu i udowodnił, że należy do ścisłej światowej czołówki. Jego pierwszy wielkoszlemowy finał zakończył się porażką, lecz w Paryżu narodził się zawodnik, który jeszcze nieraz może walczyć o największe trofea.

Tego wieczoru historia należała jednak do Alexandera Zvereva.

 

Po latach bólu, rozczarowań i niespełnionych marzeń Niemiec wreszcie został mistrzem Wielkiego Szlema.

 

 

Po dwóch tygodniach pełnych emocji, niespodzianek i tenisowych historii, które poruszyły kibiców na całym świecie, Roland Garros 2026 wkracza w decydującą fazę. Na kortach imienia Rolanda Garrosa pozostała już tylko czwórka zawodników i zawodniczek, którzy w ten weekend powalczyli o jedno z najcenniejszych trofeów w światowym sporcie.

Autor: TVP