Zobacz więcej
Reklama
Global Press Polska
Maja Chwalińska – Diana Shnaider 7:6(4), 6:4. Historyczny dzień polskiego tenisa. Chwalińska pierwszą kwalifikantką w finale Roland Garros
Kiedy ostatnia piłka meczu wylądowała poza kortem po stronie Diany Shnaider, Maja Chwalińska upadła na paryską mączkę i ukryła twarz w dłoniach. Po chwili siedziała już na swoim krzesełku, nie mogąc powstrzymać łez. Trudno było się dziwić. Polska tenisistka właśnie dokonała czegoś, czego wcześniej nie dokonała żadna kwalifikantka w historii Roland Garros. Awansowała do finału paryskiego Szlema.
Półfinał przeciwko Dianie Shnaider był kolejnym egzaminem z odporności psychicznej. Rosjanka przystępowała do spotkania uskrzydlona sensacyjnym zwycięstwem nad liderką światowego rankingu Aryną Sabalenką i wielu ekspertów widziało w niej faworytkę do awansu. Chwalińska po raz kolejny udowodniła jednak, że ranking i nazwisko nie mają dla niej większego znaczenia.
Od pierwszych gemów było widać, że obie zawodniczki doskonale się przygotowały. Jako dwie leworęczne tenisistki często zmuszały się nawzajem do nietypowych ustawień na korcie. Mecz nie obfitował w widowiskowe serie winnerów, ale był niezwykle wymagającą walką taktyczną. Każdy gem wymagał ogromnej koncentracji, a przewaga przechodziła z jednej strony siatki na drugą.
Pierwszy set był prawdziwą wojną nerwów.
Żadna z zawodniczek nie potrafiła zbudować trwałej przewagi. Shnaider próbowała przyspieszać grę mocnym forhendem, natomiast Chwalińska konsekwentnie zmieniała tempo wymian, szukając sposobów na wybicie Rosjanki z rytmu. Publiczność na Philippe-Chatrier szybko zrozumiała, że ogląda mecz, w którym o wszystkim mogą zdecydować pojedyncze punkty.
Tak właśnie się stało.
Po ponad godzinie walki o losach pierwszej partii rozstrzygnął tie-break. W najważniejszym momencie większy spokój zachowała Polka. Chwalińska świetnie serwowała, unikała błędów i wykorzystywała każdą okazję do przejęcia inicjatywy. Wygrana 7:4 w tie-breaku była ogromnym ciosem dla Rosjanki, która przez większość seta dotrzymywała kroku Polce.
Drugi set rozpoczął się od jeszcze większych emocji.
Shnaider doskonale wiedziała, że znajduje się pod ścianą. Rosjanka zaczęła grać agresywniej, częściej ryzykowała przy returnie i kilkukrotnie zmuszała Chwalińską do obrony break pointów. Polka odpowiadała jednak tym, co było jej największą siłą przez cały turniej – cierpliwością i konsekwencją.
Przy stanie 4:4 nastąpił moment, który przesądził o losach półfinału.
Chwalińska rozegrała znakomitego gema returnowego, wywierając ogromną presję na przeciwniczce. Rosjanka nie wytrzymała napięcia i po kilku błędach oddała serwis. Polka była już tylko krok od największego sukcesu w karierze.
Ostatni gem nie był łatwy.
Shnaider walczyła do końca, ale Chwalińska nie pozwoliła sobie odebrać historycznej szansy. Gdy wykorzystała piłkę meczową, na trybunach wybuchła euforia. Polska tenisistka została pierwszą kwalifikantką w historii Roland Garros, która awansowała do finału turnieju singlowego kobiet.
Statystyki po meczu doskonale oddawały jego charakter. Chwalińska wygrała więcej kluczowych punktów, skuteczniej wykorzystywała okazje do przełamania i zachowała większy spokój w decydujących momentach spotkania. To właśnie te elementy okazały się różnicą pomiędzy obiema zawodniczkami.
Jeszcze kilka tygodni wcześniej celem Polki było jedynie przebicie się przez kwalifikacje i zdobycie punktów rankingowych. Teraz stała się bohaterką całego turnieju i jedną z największych sensacji w historii współczesnego tenisa. Paryż pokochał Maję Chwalińską, a ona odwdzięczyła się kibicom jednym z najpiękniejszych rozdziałów tegorocznego Roland Garros.
Przed nią pozostawał już tylko finał.
I szansa na dokonanie czegoś, co jeszcze przed rozpoczęciem turnieju wydawało się absolutnie niemożliwe.
Mirra Andriejewa – Marta Kostyuk 6:1, 6:3. Demonstracja siły. Rosjanka zatrzymała zwycięską serię Ukrainki i awansowała do pierwszego finału Wielkiego Szlema
Drugi półfinał kobiet podczas Roland Garros 2026 miał być wyrównanym starciem dwóch zawodniczek znajdujących się w znakomitej formie. Marta Kostyuk przyjechała do Paryża z imponującą serią 17 kolejnych zwycięstw na kortach ziemnych i niedawnym triumfem nad Mirrą Andriejewą w finale turnieju WTA 1000 w Madrycie. Tym razem jednak historia potoczyła się zupełnie inaczej. Rosjanka rozegrała jeden z najlepszych meczów w całym sezonie i w zaledwie 76 minut pokonała Ukrainkę 6:1, 6:3, meldując się w swoim pierwszym finale Wielkiego Szlema.
Już od pierwszych piłek było widać, że Andriejewa wyszła na kort Philippe-Chatrier z jasno określonym planem. Grała niezwykle agresywnie, ale jednocześnie bardzo precyzyjnie. Nie pozwalała Kostyuk rozwijać akcji, skracała wymiany i praktycznie w każdym gemie wywierała presję na serwis rywalki.
Ukrainka rozpoczęła spotkanie od kilku efektownych akcji, jednak bardzo szybko inicjatywę przejęła Rosjanka. Andriejewa znakomicie czytała grę przeciwniczki, świetnie poruszała się po korcie i regularnie zmuszała Kostyuk do gry w niewygodnych pozycjach. To właśnie konsekwencja i cierpliwość były największą bronią 19-latki.
Pierwszy set błyskawicznie zaczął wymykać się Ukraince spod kontroli.
Andriejewa przełamywała serwis rywalki raz za razem i praktycznie nie popełniała niewymuszonych błędów. Kostyuk próbowała odpowiadać mocnymi forhendami, ale niemal każda ofensywna akcja spotykała się z jeszcze lepszą odpowiedzią Rosjanki.
Po niespełna pół godzinie na tablicy wyników widniał rezultat 6:1. Publiczność była zaskoczona skalą dominacji Andriejewej, zwłaszcza że po drugiej stronie siatki znajdowała się zawodniczka, która wcześniej wygrała siedemnaście kolejnych meczów na mączce i pokonała Rosjankę w finale Madrytu.
Druga partia rozpoczęła się od bardziej wyrównanej walki.
Kostyuk wiedziała, że nie ma już nic do stracenia. Ukrainka zaczęła grać odważniej i wreszcie zaczęła wygrywać dłuższe wymiany. Przez chwilę wydawało się nawet, że może wrócić do meczu. Przy stanie 2:4 zdołała odrobić jedno przełamanie i na moment ożywiła nadzieje swojego sztabu.
Był to jednak tylko chwilowy zryw.
Andriejewa natychmiast odpowiedziała przełamaniem powrotnym. Najważniejsze punkty rozgrywała z niezwykłym spokojem, jakby nie był to półfinał Roland Garros, lecz zwykły mecz pierwszej rundy. Szczególnie imponował jej bekhend, który regularnie otwierał kort i pozwalał przejmować inicjatywę.
Przy stanie 5:3 Rosjanka serwowała po największy sukces w swojej karierze. Nie okazała najmniejszych oznak zdenerwowania. Wygrała gema pewnie, a po ostatnim błędzie Kostyuk mogła unieść ręce w geście triumfu.
Dla Andriejewej było to zwycięstwo szczególne. Nie tylko awansowała do pierwszego wielkoszlemowego finału, ale również zrewanżowała się Ukraince za porażkę w finale Madrid Open i przerwała jej imponującą serię zwycięstw na kortach ziemnych.
Marta Kostyuk opuszczała kort rozczarowana, ale z podniesioną głową. Ukrainka rozegrała najlepszy Roland Garros w swojej karierze, została pierwszą reprezentantką swojego kraju w półfinale paryskiego Szlema i przez cały turniej prezentowała tenis na światowym poziomie.
Tego dnia na korcie była jednak zawodniczka, która grała niemal perfekcyjnie.
Mirra Andriejewa nie tylko wygrała półfinał. Ona wysłała całemu tenisowemu światu jasny sygnał, że jest gotowa walczyć o największe trofea. A przed nią pozostał już tylko jeden mecz – finał przeciwko Mai Chwalińskiej i szansa na zdobycie pierwszego wielkoszlemowego tytułu w karierze.
Alexander Zverev – Jakub Mensik 7:5, 6:2, 3:6, 6:3. Niemiec zatrzymał czeską sensację i wrócił do finału Roland Garros
Przed rozpoczęciem półfinału wielu kibiców zastanawiało się, czy Jakub Mensik będzie w stanie dopisać kolejny rozdział do swojej niezwykłej historii. 20-letni Czech był jednym z największych objawień tegorocznego Roland Garros i po zwycięstwie nad João Fonsecą znalazł się zaledwie dwa kroki od wielkoszlemowego tytułu. Po drugiej stronie siatki stał jednak Alexander Zverev – jedyny półfinalista z doświadczeniem gry w finałach Wielkiego Szlema i zawodnik, który doskonale wiedział, jak radzić sobie w takich momentach.
Od pierwszych gemów było widać, że Niemiec zamierza wykorzystać całe swoje doświadczenie. Zverev grał cierpliwie, nie forsował tempa i konsekwentnie zmuszał młodszego rywala do podejmowania ryzyka. Mensik odpowiadał potężnym serwisem i odważnymi uderzeniami z głębi kortu, dzięki czemu przez długi czas żaden z zawodników nie potrafił wypracować przewagi.
Pierwszy set był niezwykle wyrównany. Czech miał nawet trzy break pointy, które mogły pozwolić mu objąć prowadzenie 5:3. Właśnie wtedy Zverev pokazał jednak klasę tenisisty należącego od lat do światowej elity. Obronił wszystkie szanse przeciwnika, a kilka minut później sam wykorzystał moment zawahania młodego rywala. Przełamanie przy stanie 6:5 pozwoliło Niemcowi zamknąć pierwszą partię wynikiem 7:5.
Wygranie pierwszego seta całkowicie odmieniło przebieg spotkania.
Druga partia była najlepszym fragmentem meczu w wykonaniu Zvereva. Niemiec znakomicie serwował, dominował w wymianach i praktycznie nie dawał Czechowi okazji do rozwinięcia skrzydeł. Mensik próbował odpowiadać agresywną grą, ale coraz częściej był zmuszany do błędów przez świetnie funkcjonujący bekhend rywala.
Przewaga Zvereva rosła z gema na gem. Niemiec przełamał rywala dwukrotnie i wygrał seta 6:2, znajdując się już tylko jedną partię od finału. W tym momencie wydawało się, że półfinał zmierza ku szybkiemu zakończeniu.
Mensik nie zamierzał jednak składać broni.
Mimo problemów zdrowotnych i napiętego karku, z którymi zmagał się podczas spotkania, Czech rozpoczął trzecią partię z nową energią. Zaczął częściej przejmować inicjatywę, agresywniej returnował i coraz skuteczniej wykorzystywał swój pierwszy serwis. Wreszcie zaczął grać tenis, który doprowadził go do półfinału Roland Garros.
Zverev po raz pierwszy w meczu znalazł się pod presją. Mensik przełamał Niemca i nie oddał już przewagi do końca seta. Wygrana 6:3 przywróciła emocje i sprawiła, że publiczność zaczęła wierzyć w możliwość kolejnego zwrotu akcji.
Czwarta partia okazała się decydująca.
Zverev doskonale wiedział, że nie może pozwolić młodemu Czechowi na rozwinięcie skrzydeł. Niemiec wrócił do swojej najlepszej gry – spokojnej, konsekwentnej i niezwykle skutecznej. Każdy gem był walką, ale w najważniejszych momentach to właśnie doświadczenie Niemca robiło różnicę.
Przy stanie 4:3 zdobył kluczowe przełamanie. Mensik walczył do końca, jednak nie był już w stanie odrobić strat. Kilka minut później Zverev serwował po awans do finału.
Ostatni gem był symbolem całego spotkania. Niemiec zachował pełny spokój, wygrał najważniejsze punkty i wykorzystał pierwszą piłkę meczową. Po ostatniej akcji uniósł ręce w geście triumfu, meldując się w swoim drugim finale Roland Garros i czwartym finale wielkoszlemowym w karierze.
Dla Jakuba Mensika porażka oznaczała koniec pięknej przygody, ale Czech opuszczał Paryż jako jeden z największych zwycięzców całego turnieju. W wieku zaledwie 20 lat dotarł do półfinału Roland Garros i udowodnił, że należy do najzdolniejszych tenisistów młodego pokolenia.
Tego dnia różnicę zrobiło jednak doświadczenie.
Alexander Zverev wiedział, jak wygrywać mecze o taką stawkę. A po zwycięstwie nad Mensikiem znalazł się już tylko jeden krok od spełnienia marzenia, które przez lata wymykało mu się z rąk – zdobycia pierwszego tytułu wielkoszlemowego.
Flavio Cobolli awansuje do finału bez gry. Matteo Arnaldi wycofał się z powodu choroby
Drugi półfinał mężczyzn podczas Roland Garros 2026 miał być historycznym wydarzeniem dla włoskiego tenisa. Po raz pierwszy od wielu lat dwóch reprezentantów Italii miało zmierzyć się o miejsce w finale paryskiego Wielkiego Szlema. Kibice ostrzyli sobie zęby na emocjonujący pojedynek pomiędzy Flavio Cobollim i Matteo Arnaldim, którzy przez dwa tygodnie należeli do największych bohaterów turnieju.
Do meczu jednak nie doszło.
Na kilka godzin przed planowanym rozpoczęciem spotkania organizatorzy poinformowali, że Matteo Arnaldi wycofał się z półfinału z powodu infekcji wirusowej. Włoch odczuwał objawy choroby już po ćwierćfinale, a stan zdrowia nie pozwalał mu na rywalizację na poziomie wymaganym podczas meczu o finał Roland Garros.
Informacja błyskawicznie obiegła tenisowy świat i wywołała mieszane reakcje. Z jednej strony kibice byli rozczarowani, że nie zobaczą pierwszego w historii półfinału Roland Garros pomiędzy Cobollim i Arnaldim. Z drugiej wszyscy zdawali sobie sprawę, że zdrowie zawodnika musi pozostać najważniejsze.
Przed nami finały pełne historii
Roland Garros 2026 już teraz zapisał się w historii jako jeden z najbardziej nieprzewidywalnych i emocjonujących turniejów ostatnich lat. W Paryżu oglądaliśmy narodziny nowych gwiazd, sensacyjne porażki wielkich faworytów oraz historie, które jeszcze kilka tygodni temu wydawały się niemożliwe.
Największą bohaterką kobiecej części turnieju pozostaje bez wątpienia Maja Chwalińska. Polka rozpoczęła swoją przygodę od kwalifikacji, a dziś stoi przed szansą zdobycia najcenniejszego trofeum w karierze. Jej droga do finału była pełna dramatycznych meczów, odwagi i niezwykłej odporności psychicznej. Ostatnią przeszkodą będzie Mirra Andriejewa – zawodniczka, która przez cały turniej prezentowała tenis niemal pozbawiony słabych punktów i która również stanie przed szansą zdobycia pierwszego wielkoszlemowego tytułu.
W rywalizacji mężczyzn o trofeum zagrają Alexander Zverev oraz Flavio Cobolli. Niemiec po raz kolejny udowodnił, że należy do grona najlepszych tenisistów swojego pokolenia, a jego doświadczenie wielokrotnie ratowało go w najtrudniejszych momentach. Cobolli jest natomiast symbolem nowej fali włoskiego tenisa i największym objawieniem męskiej części turnieju.
Przed finałami jedno jest pewne – bez względu na końcowe wyniki, Roland Garros 2026 pozostanie turniejem, który otworzył nowy rozdział światowego tenisa. Na paryskiej mączce zobaczyliśmy bowiem nie tylko walkę o tytuły, ale przede wszystkim zmianę pokoleniową, która może zdefiniować najbliższe lata w kobiecym i męskim tourze.
Teraz cała tenisowa Europa spogląda na kort Philippe-Chatrier. Przed nami ostatni akt tej niezwykłej historii. Dwa finały. Czterech marzycieli. I tylko dwoje mistrzów, którzy już za kilka dni zapiszą swoje nazwiska złotymi literami w historii Roland Garros.
Po dwóch tygodniach pełnych niespodzianek, sensacyjnych wyników i narodzin nowych gwiazd poznaliśmy finalistów Roland Garros 2026. Półfinały dostarczyły wszystkiego, czego kibice mogli oczekiwać od turnieju wielkoszlemowego – dramatycznych zwrotów akcji, tenisowych thrillerów oraz emocji, które pozostaną w pamięci fanów na długie lata.